Książkami zachłysnęłam się dopiero pod koniec podstawówki. Zawsze myślałam, że przeczytanie jednej książki trwa wieki ... Ba! Nawet żal było mi tych osób, które ciągle siedziały z nosem w książce. Na moje szczęście zawsze miałam dużą wyobraźnię i fantazję, co sprowadzało się do pisania najprzeróżniejszych opowiadań. Historyjki same wypływały z mojej głowy i magiczną mocą napierały na dłoń wprawiając ją w ruch, by zapełnić kartkę tysiącem niebieskich znaczków. Któregoś pięknego popołudnia (bądź przedpołudnia czy wieczoru-na pewno musiało być pięknie na dworze, w końcu to wiekopomna chwila!) wzięłam do ręki książkę, którą wygrałam w międzyszkolnym konkursie. Nuda była czymś czego nienawidziłam, więc postanowiłam pożytecznie spędzić czas. Okładka mało zachęcała - wielki, połamany lizak w kształcie serca z tytułem, którego napisania nie powstydziłby się pięciolatek, (jak na tamten okres) nazwisko trudne do wymówienia dla mnie ... Ale nie wypadało zbijać bąków, więc zabrałam się do czytania :
W ekspresowym tempie przebrnęłam przez 78 stron i zapłakana, jak bóbr nie mogłam się pogodzić, że to koniec. "Już, tak szybko?!" Historia chorego chłopca na białaczkę, który pragnie skontaktować się z Bogiem, w taki sposób na jaki jego dziecięce możliwości mu pozwalają oraz borykającego się z najbardziej przyziemnymi problemami - do których należą problemy sercowe, rozumienie pojęcia "przyjaźń" poperz więź łączącą go z tytułową panią Różą, łapie za serce i z pewnością jest i będzie ponadczasową lekturą, która wnosi wiele do naszego życia.
Ucieszyłam się, kiedy niedawno trafiłam na kolejną książkę E.E.Schmitta.
Ucieszyłam się, kiedy niedawno trafiłam na kolejną książkę E.E.Schmitta.
Poprzez osiem historii o kobietach ukazuje swój talent i udowadnia, że w krótkich opowiadaniach można znaleźć więcej mądrości od 400-stu stronicowej, opasłej książki.
Cieszę się, że widnieje już na liście moich ulubionych pisarzy, chociaż dopiero wdrażam się w jego twórczość. Cieszę się także, że literatura jest moim powietrzem.
Cieszę się, że widnieje już na liście moich ulubionych pisarzy, chociaż dopiero wdrażam się w jego twórczość. Cieszę się także, że literatura jest moim powietrzem.
B.


Ja od małolata chłonęłam książki. Już w podstawówce wypożyczałam książkę jak tylko otworzyli bibliotekę, a pod koniec zajęć odnosiłam ją już przeczytaną i brałam następne do domu. To były czasy!
OdpowiedzUsuńdziękuję bardzo :)
OdpowiedzUsuńbardzo podoba mi się różnotematyczność Waszego blog i zdecydowanie będę stałą czytelniczką Waszych postów ;)