środa, 27 lipca 2011

Lekarstwo na wszystko ...

Teraz, mając te naście lat, żałuję, że w okresie mojego childhood nie miałam swojej ulubionej pozycji książkowej z tego okresu. Od małego byłam kinomaniakiem (a nawet lepszym określeniem byłoby bajkomaniakiem)-znałam od podszewki bajki Walta Disney'a, w czasach kiedy Dobranocka wywierała na młodszym pokoleniu, jakieś "wow" solennie wypełniałam swój obowiązek wstawiania się o 19.00 przed telewizorem. Pociągały mnie wszystkie pierdółki, które w jakiś sposób były powiązane z bajkami - od breloczków z Mała Syrenką począwszy poprzez kredki z Kopciuszkiem, na kolorowankach z Herkulesem skończywszy. Miałam ulubione bajki, ale książki nie ...

Książkami zachłysnęłam się dopiero pod koniec podstawówki. Zawsze myślałam, że przeczytanie jednej książki trwa wieki ... Ba! Nawet żal było mi tych osób, które ciągle siedziały z nosem w książce. Na moje szczęście zawsze miałam dużą wyobraźnię i fantazję, co sprowadzało się do pisania najprzeróżniejszych opowiadań. Historyjki same wypływały z mojej głowy i magiczną mocą napierały na dłoń wprawiając ją w ruch, by zapełnić kartkę tysiącem niebieskich znaczków. Któregoś pięknego popołudnia (bądź przedpołudnia czy wieczoru-na pewno musiało być pięknie na dworze, w końcu to wiekopomna chwila!) wzięłam do ręki książkę, którą wygrałam w międzyszkolnym konkursie. Nuda była czymś czego nienawidziłam, więc postanowiłam pożytecznie spędzić czas. Okładka mało zachęcała - wielki, połamany lizak w kształcie serca z tytułem, którego napisania nie powstydziłby się pięciolatek, (jak na tamten okres) nazwisko trudne do wymówienia dla mnie ... Ale nie wypadało zbijać bąków, więc zabrałam się do czytania :  



W ekspresowym tempie przebrnęłam przez 78 stron i zapłakana, jak bóbr nie mogłam się pogodzić, że to koniec. "Już, tak szybko?!" Historia chorego chłopca na białaczkę, który pragnie skontaktować się z Bogiem, w taki sposób na jaki jego dziecięce możliwości mu pozwalają oraz borykającego się z najbardziej przyziemnymi problemami - do których należą problemy sercowe, rozumienie pojęcia "przyjaźń" poperz więź łączącą go z tytułową panią Różą, łapie za serce i z pewnością jest i będzie ponadczasową lekturą, która wnosi wiele do naszego życia.
Ucieszyłam się, kiedy niedawno trafiłam na kolejną książkę E.E.Schmitta. 

Poprzez osiem historii o kobietach ukazuje swój talent i udowadnia, że w krótkich opowiadaniach można znaleźć więcej mądrości od 400-stu stronicowej, opasłej książki.
Cieszę się, że widnieje już na liście moich ulubionych pisarzy, chociaż dopiero wdrażam się w jego twórczość. Cieszę się także, że literatura jest moim powietrzem.  

B.

2 komentarze:

  1. Ja od małolata chłonęłam książki. Już w podstawówce wypożyczałam książkę jak tylko otworzyli bibliotekę, a pod koniec zajęć odnosiłam ją już przeczytaną i brałam następne do domu. To były czasy!

    OdpowiedzUsuń
  2. dziękuję bardzo :)
    bardzo podoba mi się różnotematyczność Waszego blog i zdecydowanie będę stałą czytelniczką Waszych postów ;)

    OdpowiedzUsuń