Wiele domów mody patrząc na sytuację na rynku i zapotrzebowania klientów postanawia stworzyć projekty, których odbiorcami mogą być nawet zwykli śmiertelnicy, a nie jedynie celebryci, gwiazdy ekranu bądź show-biznesu. Taki wniosek wysnuł także dom mody Balmain.Wiadomość o tym, że rozszerza on swoją działalność i postanawia stworzyć tańszą linię, dotarła do mnie niedawno. Czekałam z wypiekami na twarzy na efekty, jakich dokona nowy dyrektor artystyczny - Olivier Rousteing. Pierre Balmain (założyciel domu mody; a od teraz nazwa tańszej linii) do sklepów ma trafić w grudniu tego roku, jednak mam nieodparte wrażenie, że tej kolekcji czegoś brak ... Ogólne przesłanie - hard, rock.
Projekty wychodzące spod ręki pierwszego założyciela zachwycały klasycyzmem oraz przywodziły na myśl luksus. Po śmierci założyciela obowiązki przejął Erik Mortensen (był prawą ręką szefa), a później jego stanowisko zajął znany wszystkim tym, którzy choć trochę wykazują zainteresowanie fashion - Oscar de la Renta. W nowoczesny świat markę Balmain wprowadził Christophe Decarnin, który zagrzał stanowisko do kwietnia tego roku, by udostępnić miejsce wyżej wspomnianemu Olivierowi.
W kolekcji tańszej linii możemy zobaczyć jedną z głównych cech wielu projektów, czyli pogróbione ramiona (uwielbiam je!), wiele ćwieków, skinny jeans, łańcuchy oraz materiały skóro-podobnych.
Rozumiem, że bardziej ekonomicznym rozwiązaniem jest wydanie 500 zł coś z linni Pierre Balmain, aniżeli mieć w szafie ciuch za 5000 euro.
Na koniec sukienka, która wywołała falę zachwytów. Osobiście oddałabym wiele za nią, mmm. Mieć takie cudeńko w szafie ...
![]() |
![]() |
Czuję się nieco zawiedziona patrząc na projekty Pierre Balmain, ponieważ mam nieodparte wrażenie, że kolekcja jest niedopracowana ... Czy tylko ja tak sądzę? Odpowiedzi w komentarzach mile widziane :)
B.










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz