środa, 25 stycznia 2012

Patrząc wstecz chyba zawsze mamy dziwne uczucie dotyczące upływu czasu. Lekkie ukłucie, w sercu lub w umyśle, nieważne gdzie, bo istnieje i czasem nie daje spokoju. Tak było i tym razem... Za oknem zamarznięte drzewa, dachy lekko zasypane śniegiem. W ciepłym pokoju ja, bogatsza o pół roku w liceum, PRAWIE siedemnastolatka. Okres wakacji i cudownego słońca już dawno za nami, ale też już niedaleko przed nami. Patrząc, a raczej próbując zerknąć w przyszłość poprzez moje tajemnicze dziury w niedawno zbudowanej barierze chroniącej przed wychłodzeniem i tak zimnego życia zwykłej uczennicy, widzę następne kilka dni. Kilka dni w Paryżu. Gdy to piszę to i tak dalej w to nie wierzę, choć decyzja zapadła już w listopadzie. Cudowny(musi!) paryski tydzień pomaga mi się utrzymać w żmudnej pracy o lepszą sylwetkę.Żmudna, bo ciągle towarzyszy mi tęsknota za wycieczkami rowerowymi, bieganiem o zmroku czy świeżymi warzywami i truskawkami.
Wiele rzeczy się zmieniło. Rzeczy, które miały ogromny wpływ chociażby na styl pisania tutaj. Nie wiem jak B, ale czasem mam ogromną ochotę aktywować na nowo Stajlisha, mimo własnych dwóch blogów.


Adios, krótka, niezbyt rzeczowa notka, aby nadać porządek. Meet me in Paris!
A.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz